Kiedy się wprowadziłam do Wielunia też bardzo często go widywałam. Robiła się zima, a więc było mi go szkoda i myślałam tak samo jak pani o jakiejś zbiórce. Zagłębiłam się więc w ten temat i dowiedziałam się, że owy pan tak naprawdę nie jest niewidomy. Pod różne sklepy podwozi go córka lub sam siedzi za kierownicą.
Z opowieści jednej dziewczyny wiem, 2 jej mama odwoziła go gdzieś (ale nie pod sam dom) i za 2 razm powiedział, że on ją już zna i kiedyś razem jechali. Dla mnie dziwne bo sytuacja była w dużym odstępie czasu, a rozpoznawać człowieka po głosie kiedy na co dzień przebywa się wśród ludzi...
Obiło mi się jeszcze, że jakieś przekręty z pieniędzmi, ale nie wypowiadam się bo nie pamiętam szczegółów.